Tede Tedunio TDF blog Wszystko o TeDe WielkieJol


17lis/071

Nie idol, Tede

Czasem, jak ma w tekście użyć trudniejszego słowa, dzwoni do taty, żeby się upewnić, co to znaczy

W szkole wyobrażał sobie, co to będzie, jak skończy trzydzieści lat. Będzie miał żonę, dwójkę dzieci, teczkę i co rano będzie wychodził do pracy na osiem godzin. Nie ma żony, dzieci, teczki, a w pracy przesiaduje z kumplami, ziomami i przeziomami.

Tede. Gwiazda hip-hopu.

Na urodziny przyszło 1200 osób. Pod hasłem "30. urodziny Tedego" dał w lipcu koncert w klubie Bajka w Mielnie. Publiczność trzy razy zaśpiewała sto lat, a Tede częstował wszystkich darmowym szampanem.

To się w hip-hopie nazywa bauns. Szampan i zabawa. Śliczne panienki i szybkie samochody. Albo odwrotnie.

Witaj WWA wita ciebie/ Wszędzie dobrze a w domu najlepiej

Zanim został Tedem, mówili na niego po prostu Jacek. Dziecko stanu wojennego. Marzenie pięciolatka: dostać na gwiazdkę transporter opancerzony SKOT z flagą biało-czerwoną. Taki sam jak te, które w grudniu 1981 roku jeżdżą po ulicach.

Marzenie ośmiolatka: zostać w Danii projektantem klocków lego. Ciotka przywoziła mu małe zestawy z Londynu. Na podwórku był bogiem.

Marzenie dwunastolatka: mieć w domu wideo. Wszyscy koledzy już mają, ale u G. się nie przelewa, rodzice to inteligencja, prawnicy. Koledzy opowiadają mu film "Komandos", który widzieli na wideo. Tede też zaczyna opowiadać o tym znajomym. - Ta, widziałem, wideo mam u babci jakby co - przechwala się. Pierwszy raz zobaczy "Komandosa" niedługo przed trzydziestką.

Marzenie piętnastolatka: deskorolka, ale nie taka, jaką produkował Polsport, wąska jak narta. Tylko szeroka, jak w "Akademii policyjnej II". Jakie tam kolesie robili triki! W ósmej klasie mama zawiera z nim układ: będzie deskorolka, jak będziesz miał dobre świadectwo i schudniesz 10 kilo. Dwa dni przed końcem roku szkolnego nic nie je, waga pokazuje 9,7 kg mniej niż na wiosnę. Marzenie się spełnia, dostaje deskorolkę.

Dlatego w I klasie niezłego warszawskiego liceum nie zda. Bo będzie wolał iść z deską pod kino Capitol, gdzie są granitowe płyty, skejci z całej okolicy bujają się tam całymi dniami.

- Co to było za życie. Na desce wiatr rozwiewa ci włosy, jak przy surfingu. Początek lat 90., rodzice zaczęli więcej pracować, a ja się chowałem sam. Otworzyli w Warszawie pierwszy skateshop: kosmiczne ciuchy, pod sufitem dwa telewizory, na których lecą amerykańskie filmiki, a na nich faceci, którymi chciałbyś być. I wyobraź sobie, że stoi tam kilkudziesięciu chłopaczków w bluzach z kapturem i chłoną to jak Biblię. Ja też - opowiada Tede.

Dziś Tede wygląda tak samo jak wtedy. Uśmiechnięta twarz szczerego nastolatka. Spodnie jakby uszyte z dwóch worów na kartofle z krokiem koło kolan. Firmowa bejsbolówka, zjawiskowe trampki. Facet, który wyszedł z teledysku.

Przestawiam na "on" działa mój mikrofon/ Co sprawia, że rym mój jest donośny jak dzwon

W liceum jest zakałą klasy - wszyscy olimpijczycy, a Jacek co? Jacek wraca po lekcjach do domu i rapuje. Pisze tekst i nagrywa na magnetofon. Kasetę ma do dziś w kanciapie swojej firmy.

Na deskorolce był średni. Parę tricków opanował, slide na murku zrobi do dziś. Ale na rampie nie potrafi, na początku lat 90. ramp w Polsce jeszcze nie ma.

A w rapie jest dobry. Czuje to już w szkole. Kumple jarają się jego nagrywkami. Występują, małolaty piszczą. Ktoś go prosi o autograf.

Zarabia 100 PLN. Za nagranie na legendarną dziś składankę hiphopową wytwórni S.P. Records.

Nagrywa legendarną dziś "domówkę" - "WuWuA". Robią ją sami w domu, wydają w 120 egzemplarzach, rozprowadzają wśród znajomych.

Kawałek na składankę "Wspólna scena" - 500 PLN i 14-calowy telewizor kolorowy. Stoi do dziś w kanciapie jego firmy.

Przychodzi prawdziwy kontrakt, płyta dostępna w normalnej sprzedaży. Nagrywają we trzech, skład nazywa się Warszafski Deszcz, a płyta "Nastukawszy". Dzień przed wydaniem płyty Tede przechodzi koło pamiętnego skateshopu i patrzy na listę najlepiej sprzedających się w tym sklepie hiphopowych płyt. Ma trzy marzenia.

Żeby na pierwszym miejscu tej listy był Warszafski Deszcz. Po tygodniu się spełniło.

Żeby kupić sobie toyotę 4 runner. Zrobi to za honorarium z następnej płyty.

Żeby być z tą dziewczyną, o której napisze później kawałek "Letnia miłość".

'97 dobrze pamiętam,/Rude włosy, niebieska sukienka

"Letnia miłość" trwa pięć lat.

Zaczyna się tak jak w piosence - widzą się na dyskotece w klubie i przechodzi między nimi 600 V. Nie ten gościu, co ma ksywkę DJ 600 V, tylko prąd.

Przez rok wpadają na siebie jeszcze kilka razy. Ona rozstanie się z chłopakiem i w końcu się zejdą. Tede jest szczęśliwy: "Polskie nagranie, polskie nagranie - dla ciebie kochanie".

Kończy studia - dziennikarstwo na prywatnej uczelni w Warszawie. Czesne opłacili rodzice. Teraz idzie na magisterkę do Pułtuska, zaocznie. Problem, że w piątki i soboty zwykle są koncerty. Robi bilans: na jednym weekendowym wyjeździe zarabia tyle kasy co pół roku czesnego. Decyduje: szkołę można kiedyś dokończyć, kariery nie. Boi się powiedzieć rodzicom, że rzucił studia, z nerwów spać nie może.

W końcu mama znajduje indeks bez zaliczeń. Nie to, żeby była przez to jatka. Ale wyprowadza się z domu. Wynajmują z Letnią Miłością mieszkanie. Myślą o przyszłości. Tede szykuje materiał na drugą płytę. "S.P.O.R.T." to hit - sprzedało się ponad 30 tys.

- I wtedy miałem delikatne odbicie palemki. Nagle stajesz się najfajniejszy na imprezie. Przytłusty hiphopowiec w obcisłych worach, obok stoi macho w ciasnych spodenkach, ale wszyscy chcą gadać z tobą. Fanki wariują. Uznałem, że za mało życia poznałem, i rozstaliśmy się - mówi Tede.

Jak ma ci nie odbić, kiedy masz dwadzieścia parę lat, a w twoim domu stoją trzy pudełka z poupychanymi banknotami - 180 tys. PLN? Zostawił je na przechowanie gość z wytwórni płytowej. Ale wiesz, że część tych pieniędzy jest dla ciebie.

Tede kupuje wymarzone auto. Bawi się po kawalersku. Nie, nie zdarzyło mu się nigdy obudzić rano z pięcioma kobietami w łóżku. Tylko z trzema.

W jego ulubionym miasteczku wakacyjnym - Mielnie - co chwila ktoś podchodzi, żeby zrobić sobie wspólne zdjęcie. Jak z misiem.

To się w hip-hopie nazywa bauns, a na lekcjach polskiego - carpe diem. Tede jest zadowolony z życia, z siebie. Człowiek sukcesu, tylko inaczej. Gwiazda podziemia.

Drażni tym sfrustrowanych blokersów. I co? I walnie im tekstem: "Odcinam się od was, ziomale".

Czasem, jak ma w tekście użyć trudniejszego słowa, dzwoni do taty, żeby się upewnić, co to znaczy.

Raz jedzie toyotą przez Warszawę i zdarza mu się scena jak z taniego filmu. Na billboardzie jakaś reklama, na reklamie jest kobieta w ciąży. To Letnia Miłość.

- Mało co nie rozwaliłem wtedy samochodu, nie spowodowałem wypadku. Tak mnie wryło - mówi Tede. I gdyby to nie było jak z taniego filmu, to napisałbym, że żałuję tamtego rozstania.

Człowiek e to wyścig szczurów/ Do szklanych domów z szarych murów/ Jak twój guru to PLN/ Ty przegrasz wyścig ten

Robią z kumplem kalkulację: żeby wydanie płyty się zwróciło, wystarczy sprzedać 2 tys. egzemplarzy. Zakładają własną wytwórnię Wielkie Joł. Tede sam sobie wydaje kolejne płyty, organizuje koncerty. Właśnie wrócili z trasy koncertowej - w dwa zespoły, plus DJ-e, plus ludzie od światła, nagłośnienia, techniki - 25 osób. Show-biznes.

Ale Tede nie chce być "gwiazdą polskiej sceny". Bo wtedy występujesz dla przypadkowych odbiorców. Ma własną teorię na ten temat: telewizja organizuje festiwal w wakacyjnej dziurze, w której ludzie są znudzeni bezczynnością. Daje tanie piwo w promocji, więc przychodzą tłumy. Potem to transmituje, a widz patrzy i myśli: "Co to za zajebisty zespół, że takie tłumy na niego przyszły". I nicość się sama napędza.

Na branżowe bankiety chodzić nie lubi. A do programu Kuby Wojewódzkiego nie pójdzie, bo obiecał mamie. Dokładnie: oglądali razem; on, że Wojewódzki go drażni, a mama, że to baran, więc Tede obiecał mamie, że nie przyjmie od niego zaproszenia. I trzy razy już odrzucił.

Któregoś dnia kumpel przyjeżdża z wieścią - widział fajną kapelę, jak grała do kotleta, dwie dziewczyny śpiewają, ale nie wymalowane lale, tylko zwyczajne. Tedemu się podoba, Tede nagrywa z nimi jeden kawałek, dają go na początek płyty. I na scenie pojawiają się Sistars, odkrycie roku 2004. Potem będą startować w eliminacjach do Eurowizji.

Nie uwierzyłbyś, że Sistars wykluły się z takiej kanciapy. Stół mikserski, wzmacniacze, plakaty, tysiące gadżetów jak w pokoju wyrośniętego nastolatka. Tede lubi tu być. Chociaż ma trochę żalu do świata - bo gdyby to się działo w Stanach, to rozmawialibyśmy w biurze na 20. piętrze szklanego wieżowca.

Pół roku temu Tede wyrzucił z firmy kumpla, z którym ją zakładał. Raz, że był gamoń, mnóstwo rzeczy zawalił. A dwa, że dziwne, że zawsze wypłacał z firmowego konta sumy zaokrąglone w górę. A tata mówił Tedemu, że jest naiwny, miał rację.

- Widzę siebie za parę lat w roli producenta. A za 20 lat wrócimy jako dinozaury - mówi Tede.

Drina goni kolejny drin/ Remiks browar wóda gin

Po Letniej Miłości raz decyduje się, żeby zamieszkać z kobietą. Ale wtedy jest już tylko dom i praca. Nie może być, że pies, bałagan, komputer. Tylko trzeba posiedzieć razem przed telewizorem, pogadać, zjeść kolację.

Jak nie wyjmiesz prania z pralki, to musisz się tłumaczyć. A Tede jak zapomni o wyjęciu prania, to może sobie wyprać jeszcze raz, a nawet i pięć razy, żeby wyjąć świeże.

Albo że na ścianie wiszą zdjęcia: facet z babą, to jej rodzice. A ty tam miałeś plakat Jay'Z.

Albo że na półce stoją hinduskie słoniki.

Wtedy uciekasz do pracy. Bo co z tego, że w domu masz w szafie normalne studio ze sprzętem i gadżetami. Jak otworzysz szafę, możesz nagrywać. Ale szafa - ładna, dębowa, narożna - powinna być przez cały czas zamknięta.

Po czterech miesiącach wspólnego mieszkania miłość wyparowała.

Siadam na miękkich skórach/ beemki, dzięki/ Nazwij mnie szmatą sprzedajną/ Ja pracowałem na to nie za darmo

- Osiągnąłem dużo - mówi Tede. - To, po co ludzie idą do programu "Idol" i są gotowi zrobić wszystko. A ja niczego nie musiałem robić. Nawet chodzić do kogoś i pokazywać swoich tekstów, czy dobre. To do mnie przychodzili.

Ma forsę. Chociaż zdarza mu się, że jak zapłaci ZUS i musi wyłożyć kasę na promocję nowej płyty, to jeździ autobusami, bo brakuje na benzynę. Jego toyota pali 30 litrów na 100 km, przez te lata puścił już z dymem nie-złe mieszkanie.

Ma jeszcze drugi samochód - bmw. Ale z uszkodzoną uszczelką pod głowicą.

Ma przyjaciół, którym ufa. I tłum znajomych. Chociaż pamięta, jak pytała go Letnia Miłość:

- Co by było, gdybyś nagle stracił głos?

I odpowiada:

- Duża redukcja etatów wokół mnie.Więc teraz nie wie, czy jeśli kolejna dziewczyna patrzy w niego jak w obrazek, to dlatego, że jest fajnym gościem, czy dlatego, że jest sławny albo bogaty.Właśnie wydał płytę, 4-tysięczny nakład już się rozszedł, a 2 tys. osób ściągnęło materiał - legalnie, za opłatą - z internetu. To nieźle, chociaż pirackich ściągnięć z innej witryny było w tym czasie prawie 100 tys.Ale da się żyć. Chociaż teraz rzadziej kupuje sobie nowe buty - raz w miesiącu, a nie raz w tygodniu jak dawniej.Pod lusterkiem samochodowym ma zawieszone malutkie buty Nike. Będą dla córki. W odpowiednim czasie. Bo nie sztuka mieć dziecko, sztuka, żeby ono miało oboje rodziców razem.I ostatnie marzenie: - Chciałbym przyjść kiedyś do rodziców i położyć im na stole dyplom magistra.

*Śródtytuły pochodzą z tekstów Tedego

ŹRÓDŁO:

rok: 2006

Podziel się na:
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Blip
  • co-robie
  • Dodaj do ulubionych
  • Gadu-Gadu Live
  • Grono.net
  • Pinger
  • Spis
  • Twitter
  • Wykop
Komentarze (1) Trackbacks (0)
  1. no i zrobił magistra i kręci jeszcze większy hajs i wszystko idzie dobrze, tylko żeby melanże nim nie zawładnęły i odnalazł chłopak nową letnią miłość:). lata 90 to było mega, moje dzieciństwo.. a ci co byli nastolatkami to dopiero mieli życie wtedy:)dobry artykuł


Leave a comment

(required)

Brak trackbacków.